“Bo jesteś beznadziejny…” – tak w moim domyśle wygląda stosunek Andrzeja Urbańskiego – prezesa TVP do jednego z prowadzących, a raczej byłych prowadzących Wiadomości TVP1.
Mowa tu o Marcinie Leśkiewiczu. Tego człowieka mogliśmy po raz pierwszy powitać na ekranach telewizorów w TVN w programie “Uwaga”. Młody, ambitny, prywatnie mi nieznany, ale wizualne bez zastrzeżeń. Czuje tabloid, czuje infotainment. Miał swój styl, niewzorowany na innych “szołmasterach” polskiej sceny medialnej. Co w takim razie przeszkodziło Andrzejowi Urbańskiemu w Marcinie Leśkiewiczu? Owo indywidualne szołmeństwo? Odpowiedź na te pytania – za chwilę.
To była cisza przed burzą – ktoś kolejny musiał wylecieć z telewizji państwowej za to, że ma własne zdanie. Teraz – jak okazuje sie trzeba mieć zdanie swoje po linii partyjnej. Nie inne. To, że ma się umiejętność mówienia językiem “dla oka i ucha” to nie wszystko. Trzeba potrafić wykorzystać tę cechę umiejętnie, zgodnie ze sztuką i poglądem. Dziennikarstwo na całym świecie przestało być obiektywne, jeśli kiedykolwiek było, teraz trzeba być wzorcowym według potentatów medialnych, a takim potentatem stał się Andrzej Urbański. Nominowany, państwowy boss, karierowicz każdego stołka. Nie chciałbym obrazić w żaden sposób byłego wiceprezydenta Warszawy, jednak uważam, że to nie jego wina. To wina programu partyjnego. Programu, który odbierany przez media jest programem nakazowym, bo ogranicza swobody wypowiedzi. Inne zdanie oznacza, niepopieranie dążenia do ideału państwa oczyszczonego, bez kompleksów.
I to koniec opisów, mojego zdania na temat wpływu władz (którego nie ma według polityków koalicji). Teraz odpowiedź, dlaczego Marcin Leśkiewicz został pozbawiony dobrej, kontraktowej posady. Po prostu nie był obiektywny!